Od dłuższego czasu chodził za mną powyższy temat. Przyznam, że brzmi kontrowersyjnie. Jak to nie warto czytać? Taki zwrot budzi oburzenie. Zwłaszcza u współczesnych, młodych artystów, którzy przemierzają miasto autobusem, w dziwnej czapce, szaliku i przydużych okularach zasłaniających twarz, liczących sobie skalę dioptrii równą zeru. Oczywiście z książką w ręku, może to i dobrze, ponieważ tak naprawdę sam uważam, iż warto czytać. Większość z nas jest wychowana w duchu literackiego autorytetu. Jeśli tak to można nazwać. Uczyli nas tego w szkołach (przymusowo), ale także często rodzice wpajali nam podejście stawiające książkę na piedestale nauki, gdy chodziliśmy jeszcze do tzw. podstawówki. Nawet w średniowieczu, jak się ostatnio dowiedziałem, edukacja w akademiach polegała na tym, że profesor przez cały wykład odczytywał ważne księgi dla słuchających go żaków. O co zatem może mi chodzić z tym tematem, co mam na myśli? Ciekawych zapraszam do następnego akapitu...
(nie)Warto czytać!
Od dłuższego czasu chodził za mną powyższy temat. Przyznam, że brzmi kontrowersyjnie. Jak to nie warto czytać? Taki zwrot budzi oburzenie. Zwłaszcza u współczesnych, młodych artystów, którzy przemierzają miasto autobusem, w dziwnej czapce, szaliku i przydużych okularach zasłaniających twarz, liczących sobie skalę dioptrii równą zeru. Oczywiście z książką w ręku, może to i dobrze, ponieważ tak naprawdę sam uważam, iż warto czytać. Większość z nas jest wychowana w duchu literackiego autorytetu. Jeśli tak to można nazwać. Uczyli nas tego w szkołach (przymusowo), ale także często rodzice wpajali nam podejście stawiające książkę na piedestale nauki, gdy chodziliśmy jeszcze do tzw. podstawówki. Nawet w średniowieczu, jak się ostatnio dowiedziałem, edukacja w akademiach polegała na tym, że profesor przez cały wykład odczytywał ważne księgi dla słuchających go żaków. O co zatem może mi chodzić z tym tematem, co mam na myśli? Ciekawych zapraszam do następnego akapitu...
